środa, 20 lipca 2016

Wymiana wkładu suportu Shimano Pressfit SM-BB71-41A

Po 8 tys km wkład suportu dokonał żywota. (Giant Anthem  użytkowany w większości offroadowo , długodystansowo, w każdych warunkach pogodowych) Nie miał luzów ale znacznie wzrosły opory podczas ruchu korbą , zwłaszcza pierwsze kilka obrotów po postoju roweru. Zapasowy już od roku czekał na tą chwilę. Zastanawiałem się kiedy to nastąpi i jak się będzie objawiać i czy aby nie uziemi mnie z zablokowaną korbą w jakiejś dziczy o zmroku...
Na pytania w serwisie czy można zrobić przegląd takiego suportu aby sprawdzić jego stan uzyskałem odpowiedź , że nie. Jeździ się do czasu aż się rozpadnie i wymienia na nowy. A ile wytrzymuje ? " Różnie, nieraz 1 sezon, nieraz 2..."  Jak tak to tak. Nie kombinuję nic przy nim tylko od czasu do czasu sprawdzam jak się kręcą łożyska na wyjętej osi korby. Gdybym jeździł tylko wokół komina to no problem ale nosi mnie czasem trochę dalej od domu i w zasadzie ostatnio przed każdym dalszym wyjazdem ten jakby nie patrzeć mocno eksploatowany mechanizm przykuwał coraz bardziej moją uwagę.
No i w końcu nastąpił jego kres. Na szczęście w sąsiednim powiecie a nie np. w sąsiednim kraju przy granicy z którym nie mieszkam.
Poniżej relacja z jego wymiany i sekcji i domowym sposobem.

1)  Demontaż mechanizmu korbowego.





2)   Po wyjęciu mechanizmu korbowego (wysuwa się z suportu lekko) zwykłym wybijakiem i młotkiem oczywiście delikatnie i z wyczuciem , uważnie obserwując efekty wybijam miski suportu. Wybijając tym sposobem zamiast przystosowanym do tego narzędziem świadomie skazuję miski suportowe na nieodwracalne zniszczenie. W końcu to nowoczesny element jednorazowy, nienaprawialny...




3)  Po usunięciu zużytych misek suportu dokładnie czyszczę wnętrze mufy suportowej a powierzchnię styku z miskami jak i nowe miski smaruję białym smarem zapobiegającym zapiekaniu się elementów.



Jeszcze przed montażem porównuję zdemontowaną część z nową aby upewnić się , że są identyczne. Należy zwrócić uwagę na kierunki montażu (prawo-lewo) zaznaczone na częściach oraz pierścień dystansowy zakładany od strony tarczy korby.



4)  Teraz najlepsza część zabawy. Nowa część ma być "press" czyli wciśnięte  i "fit" czyli dopasowane. Internet mówi , że zdarza się tak , że jest jak najbardziej "press" ale z "fit" to już różnie bywa...
Do wprasowania służy specjalne narzędzie. Ja używam pręta gwintowanego M12, kilku podkładek odpowiedniej średnicy, nakrętek i dla zapewnienia jak największej "osiowości" tulejki wyciętej ze zwykłej rurki wodociągowej PCV 1/4".



5)  Teraz powoli , delikatnie z wyczuciem skręcam wszystko obserwując czy miski wciskają się równo w mufę suportową.






Wszystko przebiega sprawnie. Jest "press" i "fit". Oś korby wchodzi pasownie, obraca się bez oporów.
Pozostaje tylko nakręcić drugą korbę.


W szczelinie umieszczam podkładkę centrującą.



Przy pomocy gwintowanej tulejki z tworzywa niweluję luz na osi korby.


Jeżeli wszystko pasuje dokręcam lewą korbę na stałe.
Poniżej "sekcja" zużytego supportu. W fantastik-plastik miskach siedzą łożyska 6905RD-2 z jednej strony mające gumowy kołnierz uszczelniający.



Łożysko prawe było jeszcze sprawne, lewe się rozszczelniło i zostało zniszczone przez korozję.


Łożyska i ich tuleje dociskowe bez użycia wielkich sił łatwo wyjmuję z misek.





Przy następnej usterce spróbuję wymienić tylko zużyte elementy czyli łożyska dostępne za kilka zł. Ale to za 8 tys km.

WSZYSTKIE ZDJĘCIA

środa, 13 lipca 2016

Leśny Krzyż Pokutny i Nowoszów

 Kolejny wyjazd będący efektem jeżdżenia "palcem po mapie" . Nieopodal Rychlinka i Okrąglicy znalazłem w lesie lokalny czerwony szlak wiodący z Iłowej przez Kowalice do ulokowanego w lesie krzyża pokutnego.



Odległość około 30 km. Idealnie na poranną niedzielną przejażdżkę. O 6.00 heja na rower i do Iłowej mix drogowo-bezdrożowy. Tam na czuja odnajduję podrzędną brukówkę do Kowalic.

Zarys trasy. 70 km

 Na drzewach pojawiają się oznaczenia szlaku , które oceniam bardzo dobrze. Znaczki są często, w dobrym stanie ze strzałkami przy zmianach kierunku. Tylko raz go zgubiłem.


 W Kowalicach kończy się bruk i zaczyna droga leśna. Sama wieś to kilka rozrzuconych domostw. Po pozostałościach nadrzecznych widać , że był tam dawniej młyn wodny albo kuźnica.

Progi wodne na rzece Czerna Wielka
Dalej przyjemną leśną drogą dojeżdżam do pierwszego mostka. W pobliżu widać pochłonięte już przez roślinność ślady zabudowań.

Pierwszy mostek



Data znaleziona na murze.



 Kilometr dalej dojeżdżam do "czerwonego mostku" i pozostałości wsi Nowoszów.

Czerwony mostek

Miejsce to się okazuje największym smaczkiem wyjazdu. Kolejne lokalne "Pompeje" tak jak Toporów, Zasieki, Kostrzyn, Birkfare. Nieciągłość roślinności pośród iglastego lasu ma charakter zielonego uroczyska. Lubię takie tajemnicze miejsca.  Pośród zarośli widać liczne porośnięte mchem pozostałości murów zbudowane z charakterystycznego materiału.



W centralnym miejscu dawnego Nowoszowa nie sposób nie zauważyć pozostałości cmentarza. Liczne są porozbijane nagrobki i otwarte piwnice dawnych grobowców.

Nagrobek

Zniszczony grobowiec

Zachęta dla eksploratorów :-)
Nowoszów po II wojnie nie został zasiedlony. Zabudowania rozebrano a uzyskany w ten sposób materiał wykorzystano do odbudowy innych miast. Miejscowość ta miała długą i burzliwą historię ( link do źródeł ) wynikającą ze swojego położenia geograficznego.

Aleja wyjazdowa ze wsi w stronę południową
Czerwonym szlakiem jadę dalej do celu. Po drodze mijam jedno z lepszych miejsc postojowych dla turystów jakie kiedykolwiek widziałem. Wiata z miejscem na ognisko umiejscowiona na wyspie, grill, pomost, liczne ławki. Wszystko ładnie utrzymane stanowi element ścieżki dydaktycznej Wenecja zorganizowanej przez Nadleśnictwo Świętoszów.



Miejsce godne polecenia na wycieczkę pieszą lub rowerową.
Z powodu biegnącej równolegle leśnej szutrówki czerwony szlak staje się coraz bardziej zarośnięty trawą ale do końca przejezdny i oznakowany. Zgodnie z mapą na jego końcu stoi krzyż pokutny.




GALERIA

ZRZUT TRASY Z ENDOMONDO

poniedziałek, 11 lipca 2016

Rychlinek - Okrąglica

Ilekroć wracając z południa regionu drogą z Ruszowa do Iłowej mijałem drogowskaz Rychlinek  Okrąglica 2 km obiecywałem sobie , że kiedyś tam wstąpię. Napięcie czasowe powrotów jakoś nie pozwalało na wizytę w tym miejscu "po drodze". Po ostatniej dłuższej wycieczce od źródła Nysy Łużyckiej udałem się na lokalną przejażdżkę w rejon Ruszowa. Do Rychlinka docieram "od tyłu"leśną drogą z Gozdnicy do której to z kolei dojechałem leśnym traktem przez Wymiarki.

Zarys trasy. 66 km.

Rychlinek to zabudowania dawnej cegielni plus sąsiadujące  domy. Obecnie  teren prywatny. Brama zamknięta na kłódkę ale bez problemu znajduję braki w ogrodzeniu.

Rychlinek cegielnia

Rychlinek cegielnia

W lesie w stronę Gozdnicy znajdują się glinianki pokopalniane.


Okrąglica to kilkanaście domostw położonych trochę na pn. od cegielni aczkolwiek można znaleźć źródła podające , że Rychlinek i Okrąglica to synonimy tej samej miejscowości. Stacja kolejowa nosi nazwę Okrąglica.

PKP Okrąglica

Las w stronę Gozdnicy obfituje obecnie w jagody. Jesienią na pewno stanie się rajem dla grzybiarzy :-)










piątek, 8 lipca 2016

Do źródła Nysy

Pomysł wyjazdu w górę rzeki , którą znam od najmłodszych lat narodził się podczas objazdu Worka Turoszowskiego. Nawet błyskało w głowie aby skoczyć tam od razu ale jednak czasowo było to niewykonalne podczas jednego jesiennego dnia. Tak więc parę miesięcy później czerwcowego poranka skoro tylko nastał świt o 4.30 ruszam na południe wzdłuż Nysy Łużyckiej. Pogoda nie najlepsza. Już parę km po starcie zaczyna się lekka mżawka.

Zarys trasy.
Do Nysy dojeżdżam w Przewozie. Dalej mam zamiar jak statystyczny turysta rowerowy dotrzeć do samego celu korzystając z oznakowanego szlaku rowerowego "Oder Neise Radweg". Tym razem bez kombinowania bezdrożami na skróty, jazdą na orientację itp. Szlak dobrze oznakowany, z bogatą infrastrukturą. Do Rothenburga cacy bo drogę znam na pamięć. Już w samym miasteczku pierwsze błądzenie bo ktoś świsnął jedną tabliczkę kierunkową... Podobnie było w następnych większych miejscowościach. Brak jednej tabliczki kierunkowej i szukanie szlaku...

Neise Aue





Widok na Toporów od strony Rothenburga

Kulturinsel Einsiedel


W Zgorzelcu zaczyna padać regularny deszcz. Tu też oczywiście gubię szlak rowerowy ale po miejskiej pętli trafiam na kontynuację Oder-Neise Radweg.

Zgorzelec
Za Zittau (gdzie też się pogubiłem :-) ) szlak rowerowy często biegnie blisko coraz szczuplejszej Nysy.


Za trójstykiem granic wjeżdżam do Czech. Tu tabliczki znakujące szlak rowerowy są jaskrawo żółte i lepiej widoczne. Zapowiada się dobrze...




Niestety co mieścina to szukanie szlaku. W Bily Kostel nad Nisou się uparłem i postanowiłem odnaleźć szlak wracając i zawracając na wszystkich skrzyżowaniach. Może to coś ze mną nie tak, nie przyzwyczajony jestem to kontrolowania  oznakowań  i pewnie przegapiam tabliczki podziwiając krajobraz. Nic z tego po 2 tabliczkach kierunkowych tylko taśmy mocujące zostały...
O dziwo Oder-Neise bardzo ładnie doprowadził mnie do centrum Liberca. Tam się skończył bez żadnej kontynuacji i tyle.

Liberec
Od Liberca już nie wnikam w przebieg trasy. Szkoda czasu. Według znaków drogowych  jadę na Jablonec i dalej na Novą Ves nad Nisou. Po drodze do Jablonca mała niespodzianka z zamkniętą drogą i oberwanie chmury.


Pytam pierwszego napotkanego czeskiego budowlańca drogowego czy "na kole" przejadę ? Machnął ręką od niechcenia aby jechać. Tak więc w strugach deszczu , między koparkami unikam długiego objazdu. Zaciągnęło się i leje jak z cebra. Czekam pod jakąś wiatą aż przejdzie. Po pół godzinie idzie jechać. Sam miód . Wszystko mokre i do tego 13 C. Oczywiście spodni nieprzemakalnych nie brałem bo po co na lokalną letnią wycieczkę...
Po przejechaniu 156 km dojechałem do źródła Nysy Łużyckiej w miejscowości Nova Ves nad Nisou.

Bartek znad Nysy u źródła Nysy ;-)
Miejsce to jest lokalną atrakcją turystyczną , jest zadbane i oznakowane . Są ławeczki. Na pamiątkowym kamieniu znajduje się tabliczka opisująca miejsce w trzech językach.

Źródło Nysy, Neissequelle, Pramen Nisy
Woda wypływa spod kamiennego pomnika. Na pierwszych metrach  jest krystalicznie czysta a rzeka ma szerokość około 20 cm.

Okulary wpadły mi do Nysy ;-)
W drodze powrotnej miałem zamiar zahaczyć o górę Jizerę ale deszczowa pogoda zniwelowała plany. Lokalnymi drogami dojechałem do Frydlantu. Było trochę błądzenia gdyż deszcz zamienił mapę w makulaturową pulpę. Mimo tego zliczyłem 800 metrowe przewyższenie i posmakowałem nieco górskich pejzaży.

Pod Hejnicami
Powrót od Frydlantu o nieco maratońskim zacięciu znanymi na pamięć drogami przez Zawidów, Zgorzelec, Ruszów, Iłowę. Od Zawidowa już bez deszczu. Przez początkowe meandrowanie drogą rowerową trochę nadłożyłem km i cały wyjazd zamknął się dystansem 301 km.

GALERIA

ZRZUT TRASY Z ENDOMONDO